Ekspektatywa

dr Robert Losiak MUZYKOLOG Z INSTYTUTU  KULTUROZNAWSTWA Uniwersytetu Wrocławskiego.

Czym jest dla ciebie cisza? Wytchnieniem czy niepokojem?


Nigdy mnie cisza nie męczy; cisza jest ukojeniem – ale nie chodzi tylko o potocznie rozumiany spokój czy odpoczynek. Chodzi  o to, że w ciszy (oczywiście, w takim zakresie, w jakim jest ona nam dana, bo przecież nie jest to cisza absolutna) zawsze wszystko wydaje się takie, jakie być powinno. Mam poczucie pogodzenia ze światem, bliskości przedmiotów i zdarzeń, a także szczególnego rodzaju wyrazistości w jakiej doświadczam otoczenia. 


Czy pamiętasz moment, w którym stałeś się świadomy kreatywności pracy z dźwiękiem? I jakie – jeśli w ogóle – zauważasz różnice pomiędzy muzyką a dźwiękiem?

Nie pamiętam takiego momentu. Jako muzykolog poważnie zastanawiam się, czy jest możliwe wskazanie istotnej różnicy pomiędzy muzyką a  dźwiękiem „niemuzycznym”. Podobnie zresztą jak w ogóle zaciera się różnica pomiędzy światem sztuki a rzeczywistością nieartystyczną. Awangarda muzyczna XX wieku zrobiła wiele, żeby  zatrzeć te różnice i wg mnie dobrze się stało. Ze ściśle estetycznego punktu widzenia nie ma dla mnie znaczenia, czy obcuję z wyrafinowaną sztuka muzyczną  czy naturalnym dźwiękiem – i jedno i drugie może być źródłem głębokich doświadczeń.



We współczesnej humanistyce próbuje się osłabić dominantę zmysłu wzroku, jednak zmysł słuchu wciąż jest w stosunku do niego pośledni. Oczywiście nie chodzi o wyższość, a o niedostrzeganie potencjału płynącego z innych zmysłów. Do czego można wykorzystać zmysł słuchu?
Chyba nie rozumiem pytania. To oczywiste, że ograniczenie funkcji jednego ze zmysłów jest szansą dla rozwinięcia pozostałych. Jestem przekonany o istnieniu  naturalnej synestezji w naszym postrzeganiu świata, z czego do końca nie zdajemy sobie na co dzień  sprawy. Dotyczy to w równej mierze np. percepcji krajobrazu, jak i  odbioru muzyki. Interesuje mnie dźwięk, ale nie chciałbym z tego powodu fetyszyzować słuchu.



Jakie dźwięki uważasz za wyjątkowo irytujące? Przy jakich odpoczywasz?

Bardzo miłe pytanie. Jest oczywiście wiele takich dźwięków. Najczęściej wśród przykrych spotykam się z dźwiękami kosiarki do trawy oraz piły mechanicznej. Najprzyjemniej dla mnie brzmi mały, ciurkający strumyk. 



Wiadomo, że dźwięk jest dobrym sposobem na zawłaszczanie przestrzeni. Konglomerat dźwięków miasta tworzący hałas z jednej strony nie przedstawia niczego prócz funkcji technicznych, burząc tym ciszę (lub zastane dźwięki), z drugiej zaś – jest abstrakcyjny, więc może wkrótce przemienić się w muzyczną papkę, która pozwoli właśnie na kontrolowanie przestrzeni. Czy artyści i naukowcy postrzegają ekologię dźwięku jako społecznie i politycznie komunikatywną, transgresyjną lub też jako umożliwiającą działalność krytyczną?

Zajmując się ekologią dźwięku nie chciałbym żadnego uwikłania w politykę, choć zapewne temu problemowi można  nadać także istotny sens polityczny. Dla mnie osobiście najważniejszym zadaniem ruchu ekologii dźwięku jest  przywrócenie ważności sfery fonicznej w naszym codziennym, potocznym doświadczaniu świata. Wydaje mi się, że człowiek rzeczywiście wrażliwy (uwrażliwiony) fonicznie jest także bardziej wrażliwy na relacje międzyludzkie, zarówno na poziomie jednostkowym, jak i społecznym. Jest chyba także ostrożniejszy w wyborach politycznych. Czy można zawierzyć krzykaczom? Ad.


Guglielmo Marconi wierzył, że można usłyszeć nawet najstarszy dźwięk, stosując do tego odpowiednio czułą aparaturę. Czy sądzisz, że dźwięk jest w stanie oprzeć się upływowi czasu?

Sądzę, że ta energia akustyczna rzeczywiście krąży gdzieś w przestrzeni coraz bardziej rozproszona, ale nie da się jej już przywrócić. Oczywiście, że chciałbym posłuchać, nie tyle pojedynczych dźwięków, ile całych pejzaży fonicznych dawnych miast i osad, odgłosów technicznych, brzmienia zapomnianych języków.